Świątynia Kompleksów

Ona.

Subtelny Harpagan. Niepewna siebie, silna i krucha za razem. Ubrana w wiecznie niedoskonałe ciało, zbudowane z cząsteczek troski i nadopiekuńczości, będące domem nadmiernej wrażliwości, siedmiu zmysłów, zagmatwanej logiki i braku orientacji w przestrzeni. Pełnia Paradoksów.

Przegląda się w innych oczach, bo w swoich jest niewiele warta i nieważna. Szuka swojej roli w teatrze życia, próbując się wcielać w milion postaci. Zaklina własną rzeczywistość i pod wpływem faz księżyca zmienia skórę, tak cienką i podatną na uszkodzenia. Wiernie towarzyszy jej przeczucie, że z nią coś nie tak. Jak mocno i szczerze można nienawidzić siebie, wie tylko ona. Świątynia Kompleksów.

Działa pod wpływem impulsu, myśląc dopiero po zdobyciu wszystkich możliwych szczytów faux pas. Obiecuje samej sobie poprawę, po raz tysięczny każdego dnia. Wyciąga wnioski tymczasowo, aż dusza się zagoi i przestanie boleć. A potem podąża tą samą drogą, krzywdząc samą siebie. Przecież zawsze jest dobry czas, żeby się ukarać - myśli Kłębek Braku Równowagi, pozornie poszukujący spokoju. 

Ukojenie znajduje próbując kontrolować swój świat. Kiedy nic się nie wymyka poza granice, wytyczone pośpiesznie i krzywo palcem na piasku. Gdy niesforne fale wydarzeń nie wymywają linii a stopy nieproszonych gości ich nie zadeptują.

Dzień za dniem Gwiezdny Pył kontynuuje bezsens swojego istnienia. Niesiona wiatrem czasu dryfuje głęboko w przestrzeni, pośród chaosu, między planetami swoich błahych celów. Wciąż się gubi, odbija się gdzieś od kropli deszczu po promienie słońca, zastanawiając się kim i po co tu jest. Naiwnie karmi się nadzieją, że może kiedyś się dowie...















Popularne posty z tego bloga

Ręce

Takie podatne

Bez słów