Motyle nocne

Noc gęsta jest teraz, długa. Zupełnie jak kotary w teatrze, opada ciężkim aksamitem na scenę krótkiego dnia. Nic z letniej lekkości jej nie zostało. Ludzie snują się sennie po ulicach, owinięci grubymi kurtkami i szalikami. Jak w kokonach, próbują zatrzymać ciepło, przetrwać niefortunny czas. Kręcą się jak ćmy, z ciemności ciągnąc instynktownie do światła. Kąpią się w blasku żarówek i świec, mając nadzieję że światło przeniknie do środka, ogrzeje ich wnętrza. Chociaż na chwilę, by przywołać wspomnienia lekkości i lepszego czasu... Zza zasupłanych szalików i postawionych kołnierzy prawie nie widać twarzy, a przymknięte oczy zdają się nie chcieć dostrzegać wszechogarniającej szarości. Jak motyle nocne w letargu. Przejść w stan hibernacji. Byle przeczekać ten czas i dotrwać do choćby krótkiej chwili błogości. Potem do następnej. Byle do domu. Do piątku, do świąt, do wiosny. Byle na ślepo dolecieć do światła.

Codziennie mijamy na chodnikach ludzi- ćmy. Każdy z opasłymi tomami swoich historii pod pachą, skołtunionymi kłębkami myśli w głowie i ciężkimi tobołami pełnymi problemów na skrzydłach. Każdy z zamkniętymi oczami, nie mogący się unieść. W jakim świecie jest pogrążony chłopak, który idzie naprzeciwko? Ten ubrany na czarno, z lekko zgarbioną od chłodu sylwetką, z rękami w kieszeniach, kapturem na głowie i słuchawkami na uszach. Z zamglonym, nieobecnym wzrokiem. O czym rozważa mężczyzna, z którym mijasz się w milczeniu? Tamten w szarym płaszczu, z posępną miną i zmarszczonym czołem, który zdaje się nie widzieć nikogo ani niczego, jakby pochłonięty rolą sekundanta w burzliwym pojedynku swoich myśli. Co się dzieje w głowie tej kobiety, która podąża energicznym krokiem w tylko sobie znanym kierunku? Z pełnymi reklamówkami w rękach, wiszącymi aż po bruk, z zaciśniętymi na nich dłońmi i mętnym spojrzeniem utkwionym gdzieś w nicości. Każdy supłający pourywane myśli w kolejny kłębek, grzebiący w którymś tobołku lub skupiony na przewidywaniu co będzie za chwilę: gdy dotrą tam gdzie idą, co na obiad, że zaraz do pracy, trzeba będzie zrobić zakupy. Są już w przyszłości, bo tak jest szybciej. Lecą przez życie z zamkniętymi oczami. 

Ale wśród nich jest też mała dziewczynka w pastelowej kurtce. Tak inna od wszystkich, trzymająca za rękę starszego pana i podskakująca radośnie. Zadająca kolejne pytanie z gatunku tych, których nigdy nie zada dorosły człowiek. Jedyny barwny motyl wśród tych burych, nocnych. Jedyny nienaznaczony przymusem, nieprzytłoczony terminami i nieskażony toksycznym grafikiem. Jedyny, który nie chce unicestwić płynącego czasu. Beztrosko niosący na skrzydłach tylko pyłek teraźniejszości. Jaśniejący blaskiem dziecięcej radości i ciekawości świata. Potrafiący jeszcze patrzeć żeby widzieć, unieść się lekkością chwili i przytulić kruchy moment. Nieświadomie zaprosić na scenę życia mgnienie oka, które cicho i bezpowrotnie zniknie pod kurtynami powiek...

 






 

Popularne posty z tego bloga

Ręce

Takie podatne

Bez słów