O świcie

 

Pamiętam, kiedy siedziałam na tarasie o świcie z kubkiem kawy w dłoniach, owinięta w rozciągnięty sweter. Powietrze pachniało wilgocią i obietnicą nowego dnia, a na niebie malowało się światło. Przecież po czwartej rano słońce tak magicznie wynurza się zza horyzontu... Bałam się poruszyć, żeby ta chwila nie rozpłynęła się gdzieś we mgle. Nieważnym stało się niewyspanie, ciężkie kurtyny powiek rozsunęły się zauroczone widokiem. Czułam jak ciepła krew pulsuje w żyłach i dopływa w zakątki zaspanego jeszcze ciała, a rozedrgany oddech powoli się uspokaja. Rześkie powietrze wypełnia płuca, a serce, niczym szaman na bębnie, donośnym echem swojego bicia dociera po same opuszki palców. Zapatrzona w dal, wsłuchana w siebie, w końcu odczuwam życie. I tak błogo mi w tej ciszy. Usiądź obok, jeżeli chcesz. Może kawy?...

Wiesz, dopiero teraz to doceniam. Bo mogę, bo chcę. Bo nie muszę się spieszyć. Daty przestały mieć znaczenie, przynajmniej na jakiś czas.

Ale zazwyczaj, gdy dzień się staje w pełni i nabiera tempa, po cichu przymykam drzwi do wnętrza. Klucz zawieszam na wstążce i skrzętnie chowam pod bluzką. Potrzebuję się schronić. Tak przed innymi, jak i przed samą sobą. W codziennym biegu zagłusza mnie huk miasta, przytłacza tłum ludzi, wiecznie gdzieś biegnących i wszędzie spóźnionych. Przestaję słyszeć, przestaję czuć siebie. Nie chcę, ale zostaję wciągnięta w ten zgiełk. Jak morze, gdy stajesz na brzegu, wciąga falą a stopy zapadają się w mokry piach. Wstrzymuję oddech, wpadam pod wodę. Biegnę gdzieś i po coś z tłumem, próbuję przeskakiwać fale jak mała dziewczynka. Jednak czasem za bardzo przybierają na sile, nadchodzi sztorm i spieniona woda przykrywa po sam czubek głowy, wciągając na samo dno. Próbuję się wydostać na powierzchnię bezradnie machając rękami i nogami. Aż do wieczora, gdy wiatr się uspokaja, a któraś fala staje się na tyle łaskawa, że wypluje mnie na brzeg. I zmęczona będę mogła się wczołgać na suchy piach. Oddychać. Długo. Aż znów poczuję się bezpieczna. Spokojna, otworzę z powrotem drzwi do wnętrza, usłyszę bębny, poczuję ciepło. Wrócę, będę znów sobą. O świcie.

https://www.youtube.com/watch?v=WNeLUngb-Xg

 







.


Popularne posty z tego bloga

Ręce

Takie podatne

Bez słów