Mrozem malowane

 Pamiętam, kiedy byłam małą dziewczynką, w zimowe poranki siedziałam z nosem przyklejonym do szyby i podziwiałam roślinne wzory, które Dziadek Mróz malował nocą na starych oknach. Tych w drewnianych ramach. A potem patrzyłam jak w miejscu przyklejonego nosa robi się roztopiona plamka.

Pamiętam śnieg skrzący się w blasku słońca. I ten, na którym śnieżynki migotały, odbijając światło budzących się wieczorami latarni. I pamiętam skrzypienie białego puchu, w którym nogi zapadały się nieraz po kolana.

Pamiętam też, jak leżałam w świeżo opadniętym śniegu, otulona z każdej strony jasnym puchem i patrzyłam w niebo, przybierające coraz ciemniejszą barwę. Zupełnie jakby ktoś z każdą chwilą dolewał szarogranatową kroplę farby i mieszał. I z tej ciemniejącej wielkiej plamy jakimś cudem opadały powoli maleńkie, bielutkie śnieżynki. Zatrzymywały się na bieli i tworzyły coraz wyższą warstwę kołdry. A niektóre spadały prosto na mój zaróżowiony nos i policzki, zmieniając się w kropelki wody w momencie najdelikatniejszego zetknięcia ze skórą. 

I był też zapach powietrza, przyjemnie rześkiego i lekko mroźnego, który mieszał się z zapachem dymu z kominów pobliskich domów. I była cisza. I spokój. Poczucie bezpieczeństwa i beztroski. Liczyła się tylko ta chwila tu i teraz. Bez gonitwy myśli, wyrzutów sumienia, pośpiechu.

Zastanawiam się czy wciąż umiemy dostrzegać takie cuda? Cieszyć najdrobniejszymi rzeczami? Czy wciąż potrafią zachwycić choć przez chwilę?  Bo w końcu z takich drobiazgów składa się szczęście. Z kruchych płatków śniegu. Z ulotnych zapachów, zachwycających widoków. Ze wzruszenia, z rozczulenia. Z rodzących się w danej chwili emocji i uczuć, które swoim ciepłem rozchodzą się od środka nas samych po opuszki palców.

Pamiętasz te swoje wyjątkowe momenty? Zamknij oczy, przypomnij sobie...









Popularne posty z tego bloga

Ręce

Takie podatne

Na chwilę