Celowość przypadków
Wpadli na siebie w miejscu, które wydawało się oczywiste. Ale w tamtej chwili nie spodziewali się spotkania. Ona schodziła właśnie z chodnika na ulicę, tam gdzie kończyła się niestarannie ułożona kostka brukowa, spływająca krzywym krawężnikiem na brudny asfalt. W swoim szarym płaszczu wtapiała się w późnojesienny krajobraz miasta, składający się w dużej mierze z betonu i wyłysiałych gałęzi drzew. Dryfowała po oceanie własnych myśli, przewijając palcem automatycznie ekran telefonu. On akurat wyszedł zza rogu pobliskiego sklepu i zobaczył ją przed sobą. Uśmiechnął się i pomachał, ale nie zauważyła. Podszedł więc bliżej i przywitał się słowem, może dwoma. A ona, wyrwana z zamyślenia podniosła powoli wzrok. Spojrzenie miała lekko zdezorientowane, ale na jego widok znacznie się rozpromieniła. Odwzajemniła uśmiech, wyciągając ku niemu ręce na powitanie i zaczynając rozmowę...
A mógł nie podchodzić, udawać że nie widzi. Ominąć szerokim łukiem, przemykając boczną uliczką. A ona mogła tylko odmachać i iść dalej. Nie wyciągać ramion i milczeć. Ale wybrali inaczej.
Czy to był przypadek?
Bo granica między przypadkiem a wyborem jest jak granica plaży i morza- zatarta, pozwalająca się przenikać dwóm żywiołom. I przypadki są naszymi wyborami. Świadomymi lub nie, bardziej lub mniej oczywistymi. A nasze wybory są garścią piasku wraz z przeróżnymi muszelkami, kamykami i oszlifowanymi przez wodę szkiełkami. Są splotem dotychczasowych przeżyć, doświadczeń, błędów, zachwytów, lęków, cierpień czy wzruszeń. Wraz z obecnymi nadziejami, marzeniami, wyobrażeniami oraz pragnieniami kierują nas w nieznane.
Dokonujemy wyborów, nadając im rozmaite imiona. Wymyślamy Los, Przypadek, Przeznaczenie. Rozgraniczamy Fatum i Opatrzność, Pech i Szczęście. Tym samym nadajemy życiu bieg i kierunek, wpływamy jak fala w prąd morski. Niesieni irracjonalnym uczuciem lub racjonalną myślą dążymy do tego co wydaje nam się dobre.
Każda decyzja powoduje zmiany, zarówno w życiu naszym jak i innych, często bliskich nam osób. Każdy postawiony krok jest w stanie uczesać gładko fale spokojem albo skołtunić je w sztorm lub tsunami. A cokolwiek by się nie wydarzyło i co realnie się dzieje, jest tymczasowe. Bo nic nie trwa wiecznie i brak nam władzy aby cokolwiek zatrzymać. Nic nie jest nam dane na własność ani nikt do nas nie należy. Choćbyśmy tego nieraz bardzo pragnęli.
Bywa, że spotyka nas to, czego się zupełnie nie spodziewaliśmy. Nie dawaliśmy temu szansy nie wierząc, że ma możliwość się wydarzyć. Albo dzieje się coś, czego nie chcieliśmy lub próbowaliśmy się przed tym uchronić. I choć czasu ani podjętych decyzji nie cofniemy, to zawsze coś nam pozostaje: albo życiodajne okruchy, które chowamy w dłoniach i przytulamy do serca, albo wnioski do wyciągnięcia na przyszłość. Bo przed nami jeszcze daleka droga, wiele mil morskich do przebycia. Kolejne szanse i możliwości do wykorzystania, nowe lądy do odkrycia. Tylko najtrudniej ruszyć dalej gdy prąd wciąga w przeciwną stronę. I czasem by się chciało poddać i z bezsilności rzucić wiosła, pozwolić się pochłonąć morskim wirom czy przepaść w trójkącie bermudzkim.
Tylko czy to nie byłoby zbyt proste?
... Rozmawiali nie po raz pierwszy i nie ostatni. Czasem krócej, czasem dłużej. Nieraz słowami, a niekiedy spojrzeniem lub myślą, wypuszczoną w niebo i lecącą do okna, aż przycupywała na parapecie, pukając dziobem w szybę. I sama świadomość bliższej lub dalszej obecności drugiego człowieka sprawiała, że nie czuli się samotni na bezkresnej przestrzeni morza. To dawało siłę, by poruszyć wiosłem i zobaczyć co się stanie. I napawało odwagą, by wziąć też drugie wiosło, patrzeć jak powierzchnia wody się marszczy i tworzy kręgi, a łódź się przesuwa napędzana siłą własnych rąk i morskim prądem by po chwili znów wpływać na kolejne wybory i przypadki.
Bo potrzebujemy przypadków. Szczególnie tych dobrych. A one potrzebują szansy aby się wydarzać. Może warto zaryzykować i pozwalać im zaistnieć...
