Czekania i oczekiwania

Będzie wiosna, będzie lepiej. Już za niedługo. Będzie cieplej, jaśniej, dłuższe dni. Na drzewach i krzewach wybuchnie zieleń, a niebo zaleje fala błękitu. Potem nadejdzie lato, wakacje, już za niedługo, jeszcze trochę...

Wciąż czekamy na to co wiemy lub wierzymy, że nadejdzie. Co powinno nadejść. Wyplatamy w sobie nasze oczekiwania, pragnienia. Nadzieje na spełnienie tego, co może się wydarzyć. Na coś, co chcemy by się wydarzyło, co pielęgnujemy w głowie, dopieszczając szczegółami, wracając i zmieniając raz po raz. Wypracowany w myślach plan wydarzeń, wyrzeźbiony scenariusz sytuacji czy wymalowane wyobrażenie o innym człowieku. Nadajemy im barwy, dźwięki, zapachy. A wydarzeniom bieg i znaczenie. Projektujemy marzenia, których snucie napędza kołowrotek życia.

Choć nadzieja czasem okazuje się być złudną, jeżeli coś nie idzie po naszej myśli. Bywa, że próbujemy na siłę zepchnąć wydarzenia na ten jedyny, właściwy, skrupulatnie obmyślony tor, niechcacy komplikując wszystko i gmatwając do granic możliwości. Przychodzi irytacja i rozczarowanie, że przecież miało być inaczej, że nie tak to sobie wyobrażaliśmy. Zwykła bezradność i ludzka bezsilność, kiedy nie mamy wpływu na bieg wydarzeń. Kiedy tak bardzo by się pragnęło zmian, a nie da się zrobić już nic. 

Czasem zawodzą oczekiwania wobec innych. Idealizujemy ludzi, naginamy rzeczywistość do swoich potrzeb i pragnień, by później doznać rozczarowania. Lub trwamy utwierdzeni w naszych wizjach, nie chcąc dopuścić do siebie tego co rzeczywiste. Nie słuchając lub nie chcąc usłyszeć. Nie patrząc, lub nie chcąc widzieć, byle tylko mydlana bańka nie pękła... Ale ona i tak prędzej czy później się rozpadnie, a im większa będzie tym bardziej spektakularny będzie jej koniec.

A co z nami? Bo od siebie często oczekuje się więcej. Narzucamy sobie pewne standardy i staramy się ich trzymać. Nawet z czasem podwyższamy poprzeczkę, bo kto da radę, jeśli nie my sami? Mianujemy się dobrowolnie Syzyfami, z jakiegoś powodu będąc z tego dumnymi i za wszelką cenę, z klapkami na oczach dążymy do utrzymania tego tytułu. To, na co u innych można przymknąć oko, byłoby nie do zaakceptowania u nas samych. A największa frustracja przychodzi gdy zawodzi się oczekiwania wobec samego siebie. Gdy wiesz, że możesz działać, że masz możliwości, a czujesz że ogarnia Cię totalna niemoc, coś przeszkadza i blokuje. Bo oczekiwanie wobec siebie to również zobowiązanie, że zawsze się będzie po swojej stronie, niezależnie od sytuacji. Może dlatego osobista porażka tak bardzo boli. Gdy czasem czegoś braknie nam samym, coś się nie uda i to z naszej własnej winy. Może to brak silnej woli, może niewystarczająca determinacja czy motywacja, a może brak wiary lub wypalenie własnego marnego, śmiesznego Syzyfa.

Po co nam w takim razie te wszystkie czekania i oczekiwania? Czy bez nich nie byłoby rozczarowań i świętego spokoju? Czy jednak warto na coś czekać, snuć jakieś wizje? Może wiąże się z nimi jakaś nadzieja. Taka, która pozwala wciąż trwać. Ruszyć z miejsca i iść do przodu. Napędzać kołowrotek życia na przekór wszystkiemu i pomimo wszystko...









Popularne posty z tego bloga

Ręce

Takie podatne

Na chwilę