Pozwolić sobie
Ujęła ją wtedy pieśń wiatru, niesiona znad horyzontu. Przez fale, wydmy i las. Przez pola, niziny, nad jeziorami i rzekami, gdzieś w stronę gór. Opętały zaklęcia szeptane przez gałęzie drzew i tańczące wysokie trawy, poruszane wiatrem na wydmach. Zachwyciły malowane powiewem na piasku obrazy, upstrzone drobnymi muszelkami przyniesionymi przez morze o świcie.
Tamtego dnia tak po prostu się zatrzymała. Z braku sił fizycznych, ze zmęczenia umysłu, z wyczerpania emocjonalnego. Z poczuciem przeciekania między palcami tego, co najcenniejsze. Pogubiona, pusta w środku stanęła w miejscu. Pozwoliła sobie na przerwę w biegu i na swobodny upływ czasu. Myśli przypływały i odpływały jak fale, żadna z nich nie zatrzymywała się na dłużej. Przenikały się wzajemnie, żeby w końcu wsiąknąć w piasek. Czas przestał mieć znaczenie, a ona podziwiała moment. Długi, niespieszny, obezwładniający moment.
W tamtej chwili pozwoliła swojej pustce chłonąć. Z początku niepewnie, powoli, fragment po fragmencie. Nie była pewna czy tak może, czy to ma jakikolwiek sens, czy zasłużyła. Bo zawsze wydawało jej się, że na to co dobre trzeba zapracować i zasłużyć. I że jest z tych, którzy nie zasługują. Że wciąż odstaje ze swoimi brakami, że za mało się stara, za mało z siebie daje, a to co robi jest niewystarczające. Że mogłaby więcej, że ktoś inny z pewnością jest bardziej kompetentny i potrafiłby lepiej. Że musi więcej nad sobą popracować, poprawić się, wciąż dążyć ku perfekcji, której i tak nigdy nie będzie w stanie osiągnąć bo jest na to zbyt słaba, niemądra, niewystarczająca.
A wtedy sobie pozwoliła. Odpuścić, zostawić, dziać się. Wsiąknąć i chłonąć. Przestrzeń zaczęła się napełniać barwami, zapachami. Ciepłym światłem, którego tak bardzo jej było trzeba. Z każdym krokiem, z każdą godziną i kolejnym dniem było tego więcej.
Zrozumiała, że docenia że nie musi biec. Że jest wdzięczna. Za rzeczy proste, za to, co prostu istnieje i nie należy do niej ani do nikogo innego. I że na to zasługuje. Na to, co dobre. Na brzeg morza, turkusowe jezioro, zielone górskie zbocze, polanę w środku lasu, kolorową łąkę usianą polnymi kwiatami czy porośniętą dzikimi, wysokimi trawami. Tam nie trzeba nic planować ani nigdzie się spieszyć. Tam można poczuć, że jest się częścią tego, co nieskomplikowane. I że zasługuje na ludzi. Że nic nie musi udowadniać. Ani sobie ani tym, którzy tak po prostu i bezcennie są. Bo czasem, tak jak fale, wydmy i las, może wystarczy zwyczajnie być...
