Wiatrem, niebem i falami
Lubiła te momenty, kiedy wiatr muskał jej skórę. Gdy własne zmysły wymykały jej się spod kontroli. Traciła grunt pod nogami i czuła jakby unosiła się nad ziemią z lekkością piórka. Lubiła to wewnętrzne rozedrganie, które sprawiało, że krew była cieplejsza i płynęła intensywniej gałęziami żył, pulsującymi pod cienką skórą. Zapach wdychanego powietrza przedostawał się do krwiobiegu i docierał po same opuszki palców.
Gdy zagłębiała się w morzu własnych myśli, przygryzała nieświadomie dolną wargę. Bezwiednie poprawiała niesforne kosmyki włosów, uparcie wysuwające się zza ucha i opadające na policzek, zaróżowiony od muśnięć wiatru. Siedziała na piasku z kolanami pod brodą. Zwinięta jak zalążek w łupinie, obejmowała ramionami przytulone do siebie nogi. Zanurzona w falach odczuć zaciskała chłodne palce na swoim nadgarstku tak długo, aż na skórze zakwitły jej ślady jak płatki błękitnych kwiatów.
Upojona widokiem i orzeźwiającym zapachem wiatru chłonęła krajobraz spod przymkniętych powiek. Wokół rozciągała się przestrzeń w odcieniach przygaszonego błękitu. Potrzebowała tej chwili żeby zrozumieć, że gdzieś bezwarunkowo przynależy i że jest częścią tego świata. Ziemi, wody i powietrza. Błękitu i zieleni. W niej są korzenie, w niej jest szum krwi, ciepło i światło, cisza i szept.
Zanurzyła palce w piasku. Wsunęła je głębiej, jakby chciała je zapuścić i upewnić się, że dosięgną wody. Zwróciła twarz ku nieśmiało wynurzającemu się zza chmur słońcu, by pozwolić światłu na siebie spłynąć. Wiejący ponad falami wiatr głaskał włosy, a kosmyki kręciły się lekko od wilgoci. Zmysły chłonęły to, za czym tak bardzo tęskniła. Zamknęła oczy. Morze snuło swoją opowieść szeptem, wypełniającym ją całą i rozkosznie obezwładniającym ciało. Czuła, że się unosi... Lubiła te momenty.
