Czułość bieli

W końcu nadeszła. Taka, jaką pamiętam z dzieciństwa. Biała, świetlista, chłodna. Już zdążyłam zapomnieć jaka jest piękna. 

Otuliła świat pierzyną. Miękką, jasną, puchatą. Drobne płatki odrywały się od chmur zyskując własne życie. Wirowały radośnie, zatracając się w tańcu na tle zmarzniętego nieba. Opadały niespiesznie, jeden za drugim, tak jak mają w zwyczaju opadać myśli rzucone w przestrzeń. Przykryły śniegiem całe listopadowe znużenie i zamieszanie. Wszystko uspokoiło się niespodziewanie, jakby było uśpione, jednocześnie pozwalając rozbudzić się zmysłom i odczuwać. Zrobiło się tak przyjemnie, jakby ktoś opiekuńczy otulił ciepłym kocem.

Zarys miasta złagodniał. Rozpostarta jasna peleryna, skrząca się w promieniach nieśmiałego słońca czaruje lekkością i delikatnością. Opadła miękko na ulice, przykryła drzewa i budynki. Pomalowała szyby szronem i pobieliła wszystko dookoła niosąc zadziwiające, wzruszające ukojenie. Zmęczenie, szarość i ciemność schowały się pod świetlistym, zimowym płaszczem. Jakby ktoś nakleił plasterek na ranę, opatrując ją troskliwie.

Rzeczywistość ucichła, zwolniła bieg. Ustał szum drzew, wytłumił się pomruk samochodów, zamilkł uliczny gwar. Wieczorny spacer milczącym krokiem pozwala dostrzec w powietrzu swój oddech malujący ciepłem i usłyszeć swoje myśli przytulające się do siebie nawzajem. Tak jak zaklęcia szeptane do ucha, odbijające się w iskrzeniu śniegu w świetle latarni.

Zrobiło się jaśniej. Za oknem i w głowie. Jakoś lżej na duszy, jakby wiele spraw przestało mieć znaczenie. Ponad śnieżnym puchem unoszą się tylko te rzeczy, które chcę by zostały. To, co istotne, na czym mi zależy. Dobre, potrzebne, jasne. Emanujące światłem i odrobiną magii. To, co sprawia, że robi się cieplej i nadaje sens zwyczajności. Zupełnie jakby ktoś popatrzył czule i uśmiechnął się delikatnie...









Popularne posty z tego bloga

Ręce

Takie podatne

Na chwilę