Efemerycznie

 Powiadają, że co ma być to będzie. Jesienny wiatr zapachniał nadciągającym deszczem, miedziane liście zaszeleściły na gałęziach drzew i pod nogami. Jeszcze nie wszystkie opadły. Tafla jeziora pomarszczyła się w zamyśleniu, a sitowie niespokojnie zakołysało. Przywiało zapach sentymentu, przeszłości, gdy przede mną było wszystko do odkrycia, wszystko nowe, miliony pierwszych razów. Gdy wyobrażałam sobie życie, nie do końca wiedząc czym jest. Właściwie tego nie jestem pewna do tej pory. Tyle już za mną, wiele spraw dokonanych, coraz mniej możliwości, szans. Znam słodycz pragnienia, gorycz rozczarowania. Zrozumiałam, że lepiej nie marzyć, bo przecież im mniej oczekiwań tym mniej żalu, frustracji. Co ma być to i tak będzie, a zbyt mocna ingerencja w swój własny los kończy się katastrofą. Chociaż wierzę, że nic nie dzieje się przypadkiem i wszystko ma jakiś cel.

Patrzę codziennie na młodzież, która żyje chwilą. Pomimo to mają swoje marzenia, świat do odkrycia. Przed nimi nauka życia, mnóstwo błędów do popełnienia i konieczność zrozumienia, że nie wszystkie burze są po to by niweczyć plany. Niektóre oczyszczają drogę ze zbędnych rzeczy, a deszcz podlewa podłoże, przygotowując je na nadejście nowego. Wyzwanie konstruowania swojego świata, który wielokrotnie będą jeszcze remontować, burzyć, stawiać od nowa. Gdyby to wszystko wiedzieli już teraz, gdybym ja wiedziała lata temu... A gdyby tak można się dowiedzieć co przede mną? Nie, zdecydowanie nie chcę wiedzieć. Ani co przyniesie wiatr, ile burz będę musiała przetrwać, ile razy będę musiała odbudowywać swój świat. Ani tego ile razy będę mogła poczuć pod stopami trawę, jak dużo kasztanów czy muszelek schowam do kieszeni, ile pełni księżyca będzie mi dane oglądać. Jeszcze nie wszystkie liście opadły...





Popularne posty z tego bloga

Ręce

Takie podatne

Na chwilę