Wędrówka

 A więc idę. Znów wędruję. Dążeniem odliczam dni. Wpisuję w grafik na poniedziałek, na październik, na wiosnę, na kiedyś, może nigdy. Jeszcze do zrobienia jest tyle różnych rzeczy. Bo muszę, bo powinnam, bo potrzebuję, bo chcę. Zakładam buty, wiążąc starannie sznurówki. Dziś daleka droga przede mną. Spore przewyższenia, kamieniste podejścia, potem kawałek trawersem i przez polankę w las. Tam płynie strumyk, dalej rozciąga się szeroka polana, a za nią znów strome podejście zanim dotrę do schroniska.

Moim wiernym towarzyszem jest pragnienie, nigdy nie zaspokojony głód zmierzania. Zdobywam szczyt, czasem pozwalając sobie na chwilę triumfu i już, zaraz planuję kolejną trasę, wyznaczam kolejny cel. Nie bierzesz na siebie zbyt dużo? Nie narzucasz sobie nic ponad swoje siły? Grafik mieni się kolorami, okienko przykrywa się kolejnym zlepkiem liter: zadanie, spotkanie, wizyta, plan. Ósma dwadzieścia, dziesiąta czterdzieści pięć, punkt druga, za pięć piąta. Im dłuższe i bardziej wymagające trasy tym większe zmęczenie. Idę, wędruję. Dalej i więcej. Żeby zmęczenie nie pozwoliło zbyt wiele myśleć. Żeby ból fizyczny przykrył ból wewnętrzny. Sprawdzam ile wytrzymam. Ile wytrzyma ciało, zanim powie „dosyć”. Gdzie są moje granice i jak bardzo mogę je przekroczyć?

Tak, miewam dość. Czasem Zdrowy Rozsądek wpada na kawę, patrzy z niedowierzaniem w grafik i przerażony łapie się za głowę. Wykreśla dwie pozycje z jednego okienka, wymazuje prawie całą kolejną kratkę i trzy następne. Chowa moje buty do szafy, wyciąga kapcie. Zadowolony z siebie uśmiecha się, głaska mnie po włosach i całuje czule w czoło. „Dbaj o siebie.”- szepcze, po czym przytula na pożegnanie. „Obiecaj.” Pokornie kiwam głową, a on wychodzi.

Dobrze, tak zrobię. Zadbam o siebie, obiecuję. Słowo honoru. Naprawdę tego chcę. Potrzebuję. Przynajmniej teraz, dzisiaj. Aż przyjdzie noc, a potem kolejny dzień. I pusta kratka ukaże pustkę w środku, zdradzi obawę. Przed czym? Sama nie wiem. Ale już czas. Czas wyruszać w drogę. Wkrada się niepokój i niecierpliwość pogania. Sięgam po buty, wiążę sznurówki. Grafik czeka. Jeszcze do zrobienia jest tyle rzeczy. Czas iść.












Popularne posty z tego bloga

Ręce

Takie podatne

Na chwilę