Wędrówka
Moim wiernym towarzyszem jest
pragnienie, nigdy nie zaspokojony głód zmierzania. Zdobywam szczyt, czasem
pozwalając sobie na chwilę triumfu i już, zaraz planuję kolejną trasę,
wyznaczam kolejny cel. Nie bierzesz na siebie zbyt dużo? Nie narzucasz sobie
nic ponad swoje siły? Grafik mieni się kolorami, okienko przykrywa się kolejnym
zlepkiem liter: zadanie, spotkanie, wizyta, plan. Ósma dwadzieścia, dziesiąta
czterdzieści pięć, punkt druga, za pięć piąta. Im dłuższe i bardziej wymagające
trasy tym większe zmęczenie. Idę, wędruję. Dalej i więcej. Żeby zmęczenie nie
pozwoliło zbyt wiele myśleć. Żeby ból fizyczny przykrył ból wewnętrzny.
Sprawdzam ile wytrzymam. Ile wytrzyma ciało, zanim powie „dosyć”. Gdzie są moje
granice i jak bardzo mogę je przekroczyć?
Tak, miewam dość. Czasem Zdrowy
Rozsądek wpada na kawę, patrzy z niedowierzaniem w grafik i przerażony łapie
się za głowę. Wykreśla dwie pozycje z jednego okienka, wymazuje prawie całą
kolejną kratkę i trzy następne. Chowa moje buty do szafy, wyciąga kapcie.
Zadowolony z siebie uśmiecha się, głaska mnie po włosach i całuje czule w
czoło. „Dbaj o siebie.”- szepcze, po czym przytula na pożegnanie. „Obiecaj.”
Pokornie kiwam głową, a on wychodzi.
Dobrze, tak zrobię. Zadbam o
siebie, obiecuję. Słowo honoru. Naprawdę tego chcę. Potrzebuję. Przynajmniej
teraz, dzisiaj. Aż przyjdzie noc, a potem kolejny dzień. I pusta kratka ukaże
pustkę w środku, zdradzi obawę. Przed czym? Sama nie wiem. Ale już czas. Czas
wyruszać w drogę. Wkrada się niepokój i niecierpliwość pogania. Sięgam po buty,
wiążę sznurówki. Grafik czeka. Jeszcze do zrobienia jest tyle rzeczy. Czas iść.
