Chodź, opowiem Ci bajeczkę...



 Dawno, dawno temu, za zielonymi górami i gęstymi lasami mieszkała mała dziewczynka. Żyła w swoim niemal baśniowym świecie, składającym się z tego co najzwyczajniejsze, a jednak wyjątkowe: zieleń traw, ukwiecone łąki, zapach lasu i bezkresny błękit zdawały się otulać, a jednocześnie nie stawiały żadnych granic. Promienie słońca o świcie całowały czule drobną buzię, zostawiając na nosie i policzkach jasne piegi. Dziewczę spędzało dni na pleceniu wianków z różowej koniczyny, zbieraniu bukietów z polnych bratków i leżeniu na trawie, pachnącej dziko rosnącym majerankiem. Kolekcjonowała kolorowe kamienie, skrzętnie chowając do kieszeni wyjątkowe okazy. Łapała chrząszcze majowe, zamykając je w dłoniach i śmiejąc się z łaskotania. Beztroskie zachody słońca żegnały mijające dni, a małą usypiały kołysanki świerszczy i miarowy stukot kół pociągów, przejeżdżających nieopodal. Niczego więcej do szczęścia nie potrzebowała. A przynajmniej tak jej się wydawało.

Pewnego dnia, wiedziona ciekawością wyszła hen daleko, poza łąki i lasy. Tam okazało się, że są inne światy. Pełne tajemnic, fascynujących miejsc, kuszące zapachem przygody. I są inni ludzie. Dużo ludzi. Chętni by dawać i chcący brać. To tak można? Żyć inaczej?… O tym trzeba się przekonać na własnej skórze.

Lata później wyruszyłam w sentymentalną podróż. Widzisz te zdjęcia? Tu byłam, tu mieszkałam. Tej łąki już nie ma, wybudowano tu osiedle domków jednorodzinnych. A tam, gdzie stoją garaże, była górka, z której zjeżdżałam zimą na sankach.  Las częściowo został wykarczowany na rzecz nowej drogi, która zapewne była niezbędna… Ale kwiaty dalej kwitną tu, w ogrodzie. Róże, łubin, pachnące goździki, konwalie i majowy bez. Drewniana furtka wciąż się nie domyka, a stara, gęsta jabłoń wraz z bezpłodną już śliwą od lat trzymają dzielnie hamak, na którym zmieniają się postacie. Tu siedziała moja kochana prababcia, moja babcia, potem mama, ja i moja córka. Bywali tu też znajomi i przyjaciele. Jak to jest, że niektóre miejsca i ludzi wspomina się z ogromnym sentymentem? Uśmiecham się na myśl, że byli częścią mojego świata, a ja mogłam zagościć w ich życiu. Ot, skrzyżowanie światów. Każdy coś wziął, coś zostawił. Wymiana doświadczeń, myśli, wspólnie spędzony czas. Dobry czas.

Jeszcze na chwilę przymykam oczy, stojąc już przy furtce. Roztargniony jaśmin pachnie jak za dawnych lat, gubiąc z wiatrem białe płatki kwiatów. W trawie pozostały wygniecione ślady bosych stóp. Kiedyś ten ogród wydawał się większy…


https://www.youtube.com/watch?v=FUPi3xtQqd8


















Popularne posty z tego bloga

Ręce

Takie podatne

Na chwilę