W chowanego
Dziewięćdziesiąt jeden
Dziewięćdziesiąt dwa
Dziewięćdziesiąt trzy
Dziewięćdziesiąt cztery
Gdzie ostatnio go znalazłam? Siedziałam otulona ulubionym, rozciągniętym swetrem z kubkiem parującej kawy w ręce. Rozkoszowałam się widokiem wschodzącego słońca. Tak po prostu. Zdziwiona prostotą chwili i przepełniona zachwytem nad jej urokiem uświadomiłam sobie, że więcej nie trzeba. Ble, ble, ble.. to już nie działa, tego już nie ma.
Dziewięćdziesiąt pięć
Znowu go zgubiłam. Myślami byłam już dalej, chcąc wyprzedzić czas. Starałam się dorównać pędzącej rzeczywistości, utwierdzając się w przekonaniu, że tak trzeba. Chociaż wewnętrzna walka przekonań z przeczuciami pozbawiała energii, ale za nic nie chciałam słuchać siebie.
Dziewięćdziesiąt sześć
Ludzie potrafią tak trwać latami: przytłoczeni w świecie pośpiechu, obfitości rzeczy i wewnętrznej pustki. Zasypywani ofertami i rzeczami w nadmiarze, ale bez wartości. Liczy się ilość, nie jakość. Na codzień przebodźcowani, zmęczeni rutyną i dokonywaniem nieistotnych wyborów. W tym sensu brak.
Dziewięćdziesiąt siedem
Jak to było? Składamy się z tych samych cząsteczek, atomów, pierwiastków, które nas otaczają. Jesteśmy częścią materii i świata, który kręci się według ustalonych prawideł. Minuta za minutą, dzień za dniem, zima za zimą. Dość to przewidywalne i trywialne.
Dziewięćdziesiąt osiem
Jesteśmy uzależnieni od norm społecznych, uwiązani poczuciem przyzwoitości i zniewoleni przez własne ograniczenia myślowe. Ogólnie przyjęte standardy determinują rzeczywistość, dając złudne wrażenie odkrywania na nowo i samodzielnego dokonywania wyborów.
Dziewięćdziesiąt dziewięć
A wszystko i tak kręci się w kółko, jak pory roku. Wciąż dążyć, szukać, znaleźć, zgubić, szukać, dążyć. Góra, dół, ciepło, zimno. Jest sens, znów nie ma sensu.
Sto.
Szukam...
