Yin yang
Kiedyś już tam byłam, wiesz?
W trawie
mokrej jeszcze od rosy. Między drzewami, w gałęziach i liściach. Pod korzeniami
drzew i mchem, w mokrej ziemi. W wodzie, pomiędzy falami a dnem. W dymie niesionym wiatrem nad
trzaskającym płomieniem ogniska. W zakamarkach chmur, między kroplami deszczu. Szukałam harmonii w siedmiu
stronach świata.
Po prawej od zawsze, po lewej
od nigdy. Poprzez wczoraj, w dzisiaj, poza jutro. W pobliżu chyba i na
pewno. Pomiędzy czasem i przestrzenią szukałam balansu.
Przy granicy prawdy i fałszu.
Między szorstkim i miękkim, łatwym i trudnym. W otulającym cieple i przenikającym zimnie. W tym co boli i tym
co koi. W porządku, w chaosie, w tłumie, w pustce. W przeciwieństwach i
podobieństwach poszukiwałam równowagi.
Gdy tylko wydaje mi się, że już doganiam i jestem o włos, o muśnięcie policzkiem, dotknięcie palcem, znika. Ucieka dalej, gdzieś pędzi. Ale nie w moją stronę. Oddala się na tyle, żebym wierzyła że istnieje, nie mogąc dosięgnąć. Wciąż na dystans. Tak blisko, a jednak za daleko. Gdy tylko próbuję złapać, spadam. I zaczynam od nowa.
Spróbuj raz jeszcze, nie poddawaj się. Przecież jest na wyciągnięcie ręki, już prawie jest...
